Przejdź do treści

Rafał Solewski i Bernadeta Stano: Reklama sacrum, czy metafizyka współobecności? Na kanwie wystawy Metafizyka Obecności w Muzeum Archidiecezjalnym w Krakowie

Reklama sacrum

We własnej definicji sztuki, opartej o schemat strukturalny, przyjmujemy, że sztukę wyznacza prymat, albo dominacja funkcji estetycznej w pewnym wytworze i wiążącym się z nim komunikacie[1]. Tym różni się sztuka choćby od reklamy, w której dominują funkcje informacyjna i perswazyjna (albo impresywna). Skonfrontowani z taką definicją studenci kierunku sztuka współczesna nie zgodzili się z nią, twierdząc, że na przykład w sztuce religijnej albo sakralnej najważniejsza jest właśnie funkcja perswazyjna[2]. Sztuka ta, według studentów, właściwie „reklamuje” religię albo przedmiot wierzeń.

I rzeczywiście, gdyby spróbować użyć schematu Romana Jakobsona w odniesieniu do sztuki sakralnej, służącej liturgii, ale i sztuki religijnej, czyli o temacie religijnym, inspirowanej wiarą, dotyczącej sacrum, albo też wskazującej na bliską religijności wrażliwość duchową twórcy (choćby przez decyzję o udziale w wystawie Metafizyka Obecności w Muzeum Archidiecezjalnym[3]), wydawać się może, że tak jest, że sztuka taka „reklamuje” religię, wierzenia. „Strukturalna” definicja sztuki byłaby zatem błędna, albo też nie mogłaby dotyczyć sztuki sakralnej i religijnej (zapewne też np. tzw. sztuki krytycznej, nas jednak interesuje tutaj sztuka, która odsłania i uobecnia sacrum w relacji z religią i taką będę się zajmował). Albo też definicja taka sugerowałaby, że wytwory i komunikaty, stanowiące ogromną część dziedziny zwanej sztuką, to nie sztuka, ale religia, której po prostu służy estetyka. To religia ładnie, pięknie, wzniośle „opakowana”.

Gdyby pamiętać też o przyjętym przez Władysława Stróżewskiego rozróżnieniu Rudolfa Otto na sacrum (bóstwo doskonale dobre) i numinosum (więcej niż tylko doskonale dobre) oraz jego wskazaniu, że to ostatnie, czyli najświętsze bóstwo jest groźne i tajemnicze, potężne i panujące, wreszcie pociągające[4], to i w sztuce sakralnej służącej liturgii, i w sztuce religijnej wskazać należałoby ważną rolę funkcji informacyjnej, służącej odsłanianiu idei sacrum za pomocą znaczenia (np. komunikatu niesionego przez obraz, ale też przez symboliczny rekwizyt – narzędzie liturgiczne). Także warto byłoby zwykle wyeksponować rolę funkcji estetycznej, wynikającej np. z doskonałości wykonania obrazu albo narzędzia. Jednak i w tym kontekście poglądów Rudolfa Otto najważniejsze byłoby wywołanie wrażenia – wzniosłej i tajemniczej potęgi, która może być groźna, ale która zarazem, i może przede wszystkim, pociąga, budzi wręcz miłosne pożądanie. Impresywna perswazja, by pożądać bóstwa, pragnąć numinosum i przez to nabierać samemu świętości, byłaby najważniejsza, ważniejsza nawet od informacyjnego odsłaniania idei sacrum. Sama zresztą hierofania, objawianie się świętości, polegałaby na impresywnym działaniu, na przykład wtedy, gdy hierofania ma być prowokowana przez szczególne wykorzystanie profanum (jak to miało miejsce w wielu dziełach na wystawie Metafizyka obecności). Prowokowanie to działanie impresywne.

Być może próbą odpowiedzi na zarysowany dylemat może być użycie, za Romanem Ingardenem i Władysławem Stróżewskim, pojęcia wartości nadestetycznej. Otóż sztuka sakralna i religijna wciąż byłaby sztuką, dlatego, że najważniejsza byłaby w wytworach i komunikatach z nimi związanych funkcja estetyczna. To, co estetyczne byłoby jednak najważniejsze „po coś”. Po to, by służyć temu, co nad-estetyczne. Ważne jest tutaj umieszczenie w określeniu „nad-estetyczne” wartości takich jak istnienie, prawda i prawdziwość, moralne dobro oraz przede wszystkim sacrum, która to wartość stoi najwyżej w ich hierarchii, jak uważa Stróżewski[5]. Wskazując jednak, że udział w numinosum zachodzi dopiero wtedy, gdy estetyka ustępuje doświadczeniu religijnemu, do którego doprowadziło doświadczanie wartości estetycznych i nadestetycznych[6]. W sztuce sakralnej i religijnej, albo jej bliskiej, byłoby więc tak, że to, co estetyczne prowadzi ku temu, co nad-estetyczne. W pełni religijną staje się taka sztuka, w przypadku której zachodzi metafizyczne doświadczenie numinotyczne wypełniając i „przepełniając” wszystkie doświadczenia, przekraczając je. Może jest to też przekroczenie granicy między sztuką i religią?

To jednak jest najpierw sztuka, bo to, co dominujące jako estetyczne, np. piękno jako jakość, piękno formalne, wynikające np. z doskonałości wykonania, albo z osobnej jakości poetyczności, doprowadziło do piękna jako wartości, czyli do tego atrybutu numinosum, który fascynuje i pociąga.

To jest sztuka, bo to, co estetyczne i dominujące, np. wzniosłość jako jakość, wynikająca np. z wielkości, stałości, głębi, doprowadziło do wzniosłości jako wartości, czyli do tego atrybutu sanctum, który przytłacza potęgą i budzi grozę.

To jest sztuka, bo temat numinosum jako wartości, wymusza estetykę odpowiednio doskonałą, by wyrazić zarazem lęk, podziw i pożądanie, które towarzysząc odsłanianiu idei sacrum pozwalają doświadczyć obecności numinosum. A estetyka tak doskonała musi być dominująca przez swą jakość doskonałości, czegoś najlepszego, stojącego najwyżej w hierarchii.

I, wbrew przekonaniu Kanta, piękno i wzniosłość mogą się w niej spotykać. Jak np. w obrazie Tadeusza Gustawa Wiktora[7]. Piękno doskonale dopracowanej płaszczyzny, przez płynność jej trójwymiarowego wznoszenia się do centralnie wyeksponowanego kwadratu, współbrzmi z głębią, której wzniosłość wzmaga efekt nieskończoności przestrzeni budowanej rozjaśnianiem barwy. Granat wydobywa z czerni światło, biegnące poziomym środkiem płaszczyzny dolnej, na wzniesionym kwadracie nasilone w pionie po lewej stronie. Namiętność powodująca jaśnienie zdaje się odpowiadać pięknu aktu rozświetlającego poznania, przezwyciężającego czerń w ofierze, przywołanej przez krzyżujące się porządki pionu i poziomu. Siłę dla takiego przezwyciężenia ma tylko to, co najświętsze.

To, co estetyczne, jest w dziele najważniejsze, bo to właśnie wydobywa to, co koniecznie z estetyką związane, ale nad-estetyczne, a nad-estetyczne wartości to atrybuty numinosum, tego, co najświętsze. Tak dzieje się w sztuce sakralnej, religijnej, albo jej bliskiej przez duchową wrażliwość twórcy, obecną w tematyce i formie dzieł.

Czyli jednak estetyczna funkcja jest w takiej sztuce „poddana”. Poddana wartościom nadestetycznym, które nie są tym samym, co estetyczne, powiedziałby strukturalny purysta. Czyli „reklamuje” taka sztuka numinosum, eksponując wartości nadestetyczne jako jego cechy, pozwalając ich doświadczyć zmysłowo. Albo „reklamuje” jeśli nie religię, to, powiedzmy, idealistyczną filozofię. Czyli jest reklamą albo religią, bo nie estetyczna funkcja jest ostatecznie panującą.

Słowo „musi”, które padło w odniesieniu do koniecznej doskonałości przy obecności numinosum,  jest tutaj jednak ważne i nieprzypadkowe.

Z samej bowiem definicji numinosum, spotykającej się z koncepcją Istnienia Absolutnego, poza czasem i przestrzenią, transcendentnego, nieskończonego i nieograniczonego, doskonale dobrego, pięknego i prawdziwego, zgodnego z samym sobą (tożsamego), zupełnie wolnego, wszechmocnego i najpotężniejszego, bezwzględnie panującego, „praprzyczyny”, wynika absolutna dominacja i miejsce nie tyle w hierarchii wartości, ale ponad i poza nią[8]. Na tym polega metafizyka numinosum, Boga, Istnienia Absolutnego. Nie można „ustawić” numinosum w systemie hierarchicznym albo strukturalnym (np. funkcji), bo z definicji jest ponad i poza nim, przekracza je, transcenduje. Musi być i musi dominować, choćby przez nieuniknioność swej obecności w samym „jest”.

Każdy (wy)twór przez własne istnienie uczestniczy bowiem zawsze w Istnieniu Absolutnym, będąc Mu źródłowo podległym. Sztuka pozwala poznać siłę aktu tworzenia oraz prawdę istnienia i jego piękno poprzez estetykę działań, dzieł, komunikatów. Sztuka sakralna i religijna pokazują zaś jak estetyka, wciąż dominująca, skoro jest to sztuka, sięga jednak „ponad” i „poza”, i jako nadestetyka uobecnia źródło aktów tworzenia i istnienia, poszerzając poznanie. Na tym polega przekraczanie komunikacyjnej funkcji takiej sztuki. Nie chodzi tylko o wywołanie grozy, uległości, pożądania, i też nie tylko o poznanie bóstwa, ale o uobecnienie bóstwa, które jest i które wywołuje szczególną gamę odczuć. Konieczna i dominująca rola estetyki trwa ponieważ to jest sztuka, dlatego też trwa wyraz „estetyczne” w źródłosłowie określenia „nad-estetyczne”. Jednak wartości nadestetyczne jako uobecniające numinosum, Absolut, przez odsłanianie jego atrybutów, uobecniające to, co transcendentne, będące jednocześnie poza i w, ponad i przez[9], mimo przedrostka „nad”, nie mieszczą się w hierarchicznym zestawieniu funkcji spełnianych przez komunikację, wytwory, sztukę.

Hierofatyczne odsłanianie i poznawanie numinosum w jego groźnej tajemniczości, majestatycznej potędze i przyciągającej sile, a przez to uobecnianie go, jako wynikające z estetyki wyznaczającej sztukę, właściwe są więc jej wrażliwej duchowo odmianie, otwierającej obszar raczej wymykający się definiowaniu i hierarchizowaniu, niż ten, któremu się „służy”, albo który się „reklamuje”.

 

…czy metafizyka współobecności?

Uobecnienie, poznanie i pożądanie to użyte wyżej słowa, które w odniesieniu do sztuki sakralnej i religijnej, albo jej bliskiej przez duchową wrażliwość twórcy, znaczą co innego, niż w reklamie. Reklama nie tyle czyni obecnym, ile informuje, że coś istnieje po to, by być pożądanym i by to posiąść. Reklama, owszem, budzi poczucie braku rzeczy albo usługi (a jeśli osoby to jako usługodawcy), o których istnieniu udziela informacji. Pozwala częściowo taki przedmiot reklamy poznać, aby go pożądać i daje nadzieję zaspokojenia pożądania, kiedy ta rzecz będzie obecna jako posiadana, albo usługa zaistnieje jako wykorzystana. Posiadanie lub wykorzystanie nada więc sens istnieniu przedmiotowi reklamy.

Celem reklamy nie jest odsłanianie albo uobecnianie tego, co metafizyczne, ale spełnienie zadań wyznaczonych przez jak najbardziej „fizycznego” producenta lub dystrybutora, w odniesieniu do jak najbardziej fizycznych rzeczy i działań, których praktycznej użyteczności brak rzekomo w codziennym życiu.

W sztuce, którą wyznacza prymat funkcji estetycznej, chodzi zaś przede wszystkim o odsłanianie metafizycznych wartości przez ich jakości, takie jak np. piękno, wzniosłość, malowniczość, poetyczność (to znaczy, że np. piękno jako wartość ma swoją jakość), korzystające z artystycznie wypracowanych, szczególnych jakości estetycznie wartościowych (jak doskonałość, głębia, ogrom). Ma się więc nadzieję na odsłonięcie wartości metafizycznych dzięki odpowiedniemu użyciu właściwych jakości.

W sztuce sakralnej i religijnej, albo też związanej z bliską religijnej wrażliwością duchową, też wydaje się uzasadnionym wyjście od poczucia braku (tak jak w reklamie), czy wręcz pustki (ale już egzystencjalnej), i kierowanie się nadzieją na odsłonięcie tego, co metafizyczne (tak jak w sztuce w ogóle). Jednak, jak się już okazało, spełnieniem nadziei jest nie tylko odsłanianie (jak w sztuce w ogóle), ale bardziej uobecnianie. Nadzieja dotyczy uobecnienia czegoś pożądanego, bo kiedyś utraconego (a nie nowo wymyślonego i wyprodukowanego). I wypełnienia braku istnieniem o określonym charakterze, na przekór egzystencjalnej pustce.

Istnieniem takim jest po prostu Chrystus, po wielokroć przedstawiany w dziełach na wystawie Metafizyka obecności. Chrystus nie jest reklamowany, nie jest przedmiotem informacji. Jest uobecnianą osobą, w której boskość się wierzy. Wiara w Jego boskość czyni uobecnianie przez obraz Jego osoby, uobecnianiem udziału w trójjedynym Bóstwie. Sama wiara staje się wtedy odzyskiwanym sposobem istnienia. Poprzez wiarę wyrażaną obrazem, rzeźbą, instalacją i podzielaną przez doświadczających dzieła, uczestniczy się w uobecnionym Bóstwie, którego tajemniczej i groźnej sile, majestatowi, ale i miłośnie upragnionej ponętności jako wartościom, powinny odpowiadać jakości dzieł przedstawiających Chrystusa.

Tajemnicę rozszyfrowuje Oblicze na surowej, prostej, zwykłej Chuście Św. Weroniki w instalacji Łukasza Murzyna[10]. Rozświetlane narastanie łagodności wraz z otrzymywaniem kolejnych ran zadanych grzechem, zastępuje grzech właśnie poznawaniem Upragnionego, którego pragnie się tym bardziej, im bardziej się od niego oddala, grzesząc nawet w zwykłej prostej codzienności. Paradoksalne narastanie pragnienia zbawienia w surowej materii życia, zbawienia możliwego przez poznawanie oblicza Chrystusa, to soteriologiczna refleksja ujęta w metaforę wyrażoną w języku nowych mediów. Jakość poetyczności służy Tajemniczej Sile, której potrzeba dla poniesienia ofiary. Służy też pragnieniu Tego, który gotów jest na ofiarę dla mnie.

Są jednak i dzieła mniej bezpośrednie, choć niekoniecznie tak abstrakcyjne jak obraz Tadeusza Wiktora. Szafa mojej mamy Krzysztof Klimka, prezentowana malarsko, zawiera poukładane na półkach naczynia, miski, garnki, talerze, termosy, pudełka, pokrywki[11]. Nagromadzone przedmioty, przedstawione realistycznie, okazują się obrazowym wyrazem pamięci o mamie artysty, która korzystała z tych kuchennych utensyliów, hołdem wyrażonym w szlachetnej olejnej technice, jak się jednak okazuje nie tylko może dla mamy. Istnienie rzeczy bowiem, zapisane obrazem, służy ostatecznie odkrywaniu sensu w darowaniu rzeczy osobie, a osoby osobie drugiej, do przyjęcia jej z miłością. Ten, który daje (tak z dużej litery pisze o Nim artysta w tekście towarzyszącym obrazowi w katalogu)[12], nie uczestniczy w wymiennym handlu[13]. Dlatego właściwą odpowiedzią na Jego dar jest po prostu daru przyjęcie. Z wdzięcznością, jak pisze sam artysta. Wdzięcznością, która może jest po prostu miłością, którą tak często lękamy się wprost nazywać. Miłość wyrazić można obrazem, dziełem sztuki darowanym od siebie każdemu. Każdemu oglądającemu przypominane w dziele istnienie, uobecniające „Tego, który daje”, by istniało to, co dane i ten, który jest obdarowany.

W obrazie Krzysztofa Klimka jest przypominanie, wyrażanie i wreszcie nie nachalne informowanie, ale raczej dowodzenie istnienia. Dowodzenie przez ekspozycję zwykłego bycia, w którym pamięć przywraca istnienie właśnie, nabierające osobowych cech. Opisywana sztuka dowodzi „istnienia” obecnego w codzienności po to, by pokazać, jak owo istnienie przekracza codzienność bytowania, bo przynależy do tego, co absolutne. Jeśli pojawić się może w odbiorze tej sztuki pożądanie, to wzbudza je właśnie absolutny sposób istnienia.

Doświadczany we wierze w Chrystusa, w miłości, może też w anonsowanym już akcie poznania, szczególnie jednak rozumianym?

Na dużym obrazie Beaty Stankiewicz Pokój nr 21, wnętrze pomieszczenia z dwoma łóżkami wydaje się puste, bo brak w nim osób[14]. Niczym w reklamie wywoływane jest pożądanie wypełnienia obecnością, lecz tutaj wprost narzuca się potrzeba obecności osobowej, prowokowana przez nie zajęte łóżka. W przestrzeń, pod ograniczającą ją, ciężką powałę skosów poddasza, przez centralnie umieszczone okno, wkracza jednak światło. Buduje ono subtelne piękno przygaszonych barw, a wśród nich wzniosłą siłę narastającej bieli. W zmysłowej ludzkiej rzeczywistości światło wydaje się w największym stopniu odpowiadać za poznanie, nie tylko w sztuce stając się poznania symbolem. We wrażliwym duchowo obrazie prezentowanym na wystawie Metafizyka obecności i w omawianym kontekście pożądania, poznanie może oznaczać nie tylko zmysłowe zarejestrowanie zmian w polu elektromagnetycznym, czy symboliczne zstępowanie mądrości jako wartości współistniejącej z nadestetycznymi wartościami dobra, piękna i sacrum. Poznanie może być bowiem aktem spełnienia pożądania. Możliwym tylko wtedy, gdy pożądany jest osobowo współobecny, w akcie nie posiadania go, ale zespolenia się z nim. Światło jako poznanie uobecnia w ten sposób, wypełnia brak. Nie tyle oświetla rzeczy by widzieć je w przestrzeni, ale w niej jest, uczestnicząc w poznaniu  niczym właściwie osoba.

Zwykłe, realistycznie pokazane wnętrze, okazuje się metarealistyczne i metaartystyczne zarazem, bo pokazuje jak przez „prowokowanie hierofanii” sztuka wrażliwa duchowo, religijna lub bliska religijnej, nie tyle pozwala poznać by posiąść, ile uobecnia, by poznać. Uobecnia metafizyczną osobę, by poznać ją w różnym od pożądania miłosnym scaleniu, przyjmując jej dar ofiarowania i ją obdarowując.

Znamienne okazuje się tutaj, że we wcześniej przywołanym obrazie Tadeusza Wiktora Światło nabiera charakteru daru przez dedykację „dla” Bożeny. Być może warto zwrócić tu uwagę nie tylko na możliwą adresatkę dedykacji, mentorkę artysty Bożenę Kowalską, ale na to, że dzieło sztuki zawsze jest darem, a jego otrzymanie i przyjęcie świętem. Dlatego może obcowanie ze sztuką jest świątecznie radosnym dopełnianiem całości, w sposób właściwy pracy symbolu, jak zgodnie z grecką tradycją widział ją Gadamer.

Symbolem tak działającym jest w powyższej interpretacji światło, ale pojawia się symbol na wystawie Metafizyka Obecności po wielokroć. W obrazie Zarośle II Stanisława Sobolewskiego pomnikowy blok, który miał być trwały, rozsadza cienka gałązka, zieleniąca się jednak obficie i scalająca z pulsującą zielono-żółtą naturą dominującą nad ciemnymi kamiennymi bryłami[15]. Życie nieustająco darowywane, przekracza ludzką nadzieję zwycięstwa nad czasem i śmiercią, pozornie możliwą dzięki upamiętnieniu symbolizowanemu pracą kamieniarza. Naprawdę zaś zmaganie się z czasem ustaje, gdy „pozostaje już tylko największa, ostateczna przygoda, która nas czeka”[16] dopowiada artysta swoje malarskie dzieło. Zetknięcie się daru życia z pragnieniem nieśmiertelności dopełnia perspektywa eschatologiczna, przekraczająca ludzki wymiar nadziei.

Nadzieja jest w darze życia, tak jak i w darze dzieła sztuki. To nadzieja na obecność Absolutnego Istnienia jako poznawanego  już w ostatecznej przyległości i dopełniającej wspólnocie. Takie dawanie, darowanie nadziei, świątecznie wstrzymuje czas i przekracza przestrzeń. Jednak w sztuce sakralnej i religijnej, lub jej bliskiej w duchowej wrażliwości, ten dar nabiera charakteru osobowego, mimo tego, ze zmysłom wydaje się, ze to tylko rzecz, tylko światło, albo tylko symbol. Dlatego wykracza taka sztuka nawet poza nadzieję, bo metafizyczna Osoba nie jest w niej przedstawiana jako przedmiot informacji, ani nie jest „reklamowana” w swych właściwościach budzących podziw, fascynację, pożądanie, nie jest też tylko odsłaniana, ale jest uobecniana, jak to się po wielokroć okazywało. Uobecniana po to, by się z nią scalić w poznaniu, być z nią całością. Aby zaspokoić pożądanie współobecnością z Absolutnym Istnieniem, które jako numinosum transcendentnie przekracza struktury, funkcje i hierarchie, które po prostu Jest.

Próba refleksji o różnicy między reklamą a sztuką sakralną, religijną albo też wskazującą na bliską religijności wrażliwość duchową twórcy, wywołana przez dyskusję ze studentami o sztuce religijnej i funkcjonalnej definicji sztuki, wykorzystująca jako materiał analiz dzieła przedstawione na wystawie Metafizyka Obecności oraz korzystająca z fenomenologicznych narzędzi w interpretacji, pozwoliła zatem wskazać najpierw na trwanie prymatu funkcji estetycznej, mogącej łączyć to co, piękne i to co wzniosłe, także w sztuce otwierającej przez wartości nad-estetyczne obszar wymykający się funkcjonalno-strukturalnym hierarchiom. Namysł podkreślił w takiej sztuce rolę nie informowania i perswadowania, ale dowodzenia istnienia, którego źródło jest metafizyczne, tak jak metafizyczny jest akt darowania wyrażany przez sztukę w ogóle, również wyeksponowany. Wreszcie szczególnie ważne okazało się wyróżniające analizowaną sztukę zadanie uobecnienia metafizycznej Osoby, które przekracza nadzieję i pozwala na poznanie w spełniającym pożądanie miłośnie dopełniającym scaleniu.

 

Przypisy

[1] Por. Roman Jakobson, Poetyka w świetle językoznawstwa [w:] Współczesna teoria badań literackich za granicą, red. Henryk Markiewicz, t. II: Wydawnictwo Literackie: Kraków 1972, s. 27-28

[2] Mowa tu o studiach magisterskich na kierunku: sztuka współczesna, otwartym w 2019 roku na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie.

[3] Tekst ten powstał na kanwie projektu artystyczno-naukowego „Rzeczywistość materii a obecność transcendencji w wybranych dziełach polskiej sztuki współczesnej” na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, którego plonem była m. in. wystawa Metafizyka obecności trwająca od października 2019 do stycznia 2020 w Muzeum Archidiecezjalnym w Krakowie. Został on wygłoszony w ramach  sympozjum: Metafizyka obecności. Sztuka krakowska po 2000 roku wobec sacrum 22 I 2020 r.

[4] Por. Rudolf Otto, Świętość. Elementy irracjonalne w pojęciu bóstwa i ich stosunek do elementów racjonalnych, tł. Bogdan Kupis, Wydawnictwo KR, Warszawa 1999, s. 10, 17-37 oraz W. Stróżewski, O możliwości sacrum w sztuce [w:] tegoż, Wokół piękna. Szkice z estetyki, Universitas, Kraków 2002, s. 207, 221-222

[5] W. Stróżewski, Wartości estetyczne i nadestetyczne [w:] tegoż, Wokół piękna. Szkice z estetyki, Universitas, Kraków 2002, s. 190.

[6] Tenże, O możliwości sacrum w sztuce [w:] tegoż, Wokół piękna…, s. 225

[7] Por. T. G. Wiktor, Światło dla Bożeny VII, olej na płótnie, relief, 100 × 100 cm, 2014-2019 [w:] Metafizyka Obecności. Inspiracje religijne w dziełach krakowskich artystów 2000-2019, red. Agnieszka Daca, Bernadeta Stano, Wydział Sztuki Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie, Kraków 2019, s. 123

[8] Por. R. Otto, dz. cyt., s. 5-6, 95, 103, 108 oraz Zofia J. Zdybicka, Religijne poznanie Boga, Metafizyczne poznanie Boga (w filozofii bytu), http://www.ptta.pl/pef/pdf/b/bog.pdf (06. 06. 2020)

 (16.03. 2020); Andrzej Maryniarczyk, Istnienie (bytu), http://www.ptta.pl/pef/pdf/i/Istnienie.pdf (31. 01. 2019); Ks. Michał Kaszowski, Bóg jest transcendentny i immanentny, https://www.teologia.pl/m_k/zag02c-13.htm (16. 03. 2020)

[9] Por. M. Kaszowski, dz. cyt.

[10] Por. Ł. Murzyn, Mandylion, wideo instalacja 2009 [w:] Metafizyka Obecności ... s. 98-99

[11] Por. K. Klimek, Szafa mojej mamy Wiesławy, olej na płótnie, 2 części 90 × 40 cm, 2017 w:] Metafizyka Obecności…, s. 86-87

[12] K. Klimek, Pudełko z kompletem sztućców..., tamże, s. 86

[13] Por. Jean-Luc Marion, Będąc danym. Esej z fenomenologii donacji, tł. i wstęp: Wojciech Starzyński, IFiS PAN, Warszawa 2007, s. 124

[14] Por. B. Stankiewicz, Pokój nr 21, olej na płótnie, 240 × 170 cm, 2019, [w: ] Metafizyka Obecności…, s. 116-117

[15] Por. S. Sobolewski, Zarośle II z cyklu Perspektywy, olej na płótnie, 160 × 140 cm, 2018, [w: ] Metafizyka Obecności…, s. 114-115

[16] S. Sobolewski, Nie mam czasu… , tamże, s. 114